Przyznam się od razu, miałem trochę wolnego czasu i postanowiłem pójść do kina – a że o 9 rano repertuar jest wybitnie dziecięcy – trochę z braku wyboru postawiłem na “Czarny Czwartek”. Zastanawiałem się czy ten film kogokolwiek zainteresuje, inne czasy – mroki PRL-u są egzotycznym średniowieczem dla bywalców popcornowych multipleksów. Sam nie świecę patriotycznym przykładem ponieważ wybrałem ten film z braku czegokolwiek innego. Na sali siedziałem sam. Ale nie żałuję.
To film bez fajerwerków. Nie ma tam ani Adamczyka ani Małaszyńskiego. Nie ma drętwego humoru romantycznokomediowego. Ba, nawet nie ma Pani Łepkowskiej w napisach końcowych.
Fakt, że grają w nim aktorzy (lub wręcz naturszczyki), których nie ma na okładkach kolorowych poradników jest niewątpliwie plusem! Film mówi o zwykłych ludziach walczących z komunistycznym molochem, dlatego obecność “normalnych twarzy” a nie przypudrowach i ponaciąganych botoxów – pogłębia wrażenie surowego realizmu. Bo film jest surowy, klimat epoki Gomułki sprawia, że film może być antidotum na socrealistyczne sentymenty!
Co ważne, wydarzenia z 1970 roku obserwujemy z perspektywy normalnej, przeciętnej rodziny. W czasach kiedy atakowani jesteśmy zewsząd statystykami katastrof – ukazanie tragedii konkretnej rodziny (to przecież fakty!) jeszcze bardziej uświadamia koszmar tamtych wydarzeń.
Fabuły streszczać nie ma sensu, powinna być w porządnym podręczniku do historii. Film natomiast – w kategoriach artystycznych – jest udany! Trudno tutaj mówić o “przyjemności” oglądania, bowiem tę zakłóca fakt, że widzimy odtworzenie prawdziwych wydarzeń.
Polecam! W niektórych momentach zbierałem szczękę z podłogi.
Tagi: 1970, czarny czwartek, film, janek wiśniewski padł, kinematografia, kino, nowe filmy, nowość, nowy film, polski film, wydarzenia, Wydarzenie
